Przejdź do głównej zawartości

Jordano nie dojechał dziś do szkoły

Poranny epizod polskiej sielanki, z opowieści dzielnej niewiasty „ziemianki”… 




W autobusie (Pixabay.com) 




     Z racji, iż na ziemiach Rzeczpospolitej Polskiej- naprawdę można się zgubić której to już…komentarze polityczne przesiliły już znacznie serwery po dymisji , a może raczej  eksmisji Pana Ministra pobożnego Antoniego Macierewicza - potrzeba trochę odpoczynku od telenoweli rekonstrukcji Rządu „dobrej zmiany". Więc, chcę zrobić odskocznie i przybliżyć czytelnikowi; chwilę radości dnia  „strażnika”  sprawiedliwości społecznej, którą niechcący zepsuł niejaki młodzieniec Jordano. A, zaczęło się tak: 
     


     Jadę -  jak co dzień,  oczekiwanym autobusem do pracy. Romantyczna i melancholijna aura za oknem, przyciąga namiętnie mój jeszcze rozespany wzrok, w kierunku uśpionych domów i otulonych błogosławionym dymem, ulatującym z ciepłego kominka.  W pewnym momencie, kontemplacje przerywa mi sympatyczna Pani w czerwonej kurtce , kłaniająca się grzecznie z dobrym poczuciem nastroju do pozostałych pasażerów.

Dzień dobry !-  bilecik, poproszę!  - właściwie do już sama wyciągałam - Dzień dobry, proszę  - odpowiedziałam. Pani zakreśliła długopisem mój bilet, oddała i poszła dalej.
     



Niebo się budzi . Poranek przed pracą (DPaczowska)


   Wróciłam do swojej kontemplacji, rozpatrując - w ciągu może pięciu minut- ostatnie ważne dla mnie sytuacje z pięciu lat życia i obecną. Zadziwiające, jak dużo możemy przewinąć  w ciągu tych kilku minut obrazów własnych doświadczeń. Kiedyś słuchałam wywiadu mężczyzny, który będąc w stanie śmierci przeżył własny sąd ostateczny - mówił, iż polega on na oglądaniu swojego życia, jakby retrospekcji obrazowej, którą się intensywnie przeżywa w perspektywie wiekuistej czystej prawdy, którą jest doskonały Bóg - może i tak jest.
Moją retrospekcję, znów przerwała Pani kontrolerka. Tym razem z przodu autobusu, gdyż młody chłopak siedzący na pierwszym miejscu nie miał biletu.

Dowód poproszę! – odrzekła - już mniej sympatycznym tonem, zdenerwowana urzędniczka
- Nie mam…-   odpowiedział, niewzruszony młodzieniec.

Pani, która tak sympatycznie zaczęła poranek w swojej pracy - musiała spełnić swój niechlubny obowiązek;  mówiąc z podniesionym głosem i nerwowym tonem:

-To legitymacja! Albo jedziemy na Komendę!
– Nie mam dokumentów! Nie wziąłem!
  Kobieta wyciąga swoje urzędowe bloczki, po czym mówi: 
-Pana imię i nazwisko!
- Chłopak odpowiada : Jordano.. tu leja
- Jak ?-  pyta zmieszana
- Jordano Tuleja   
Pomyślałam; chyba ją nabiera i od razu miałam przed oczyma bohatera filmu „Anioł w Krakowie” - zresztą jej konsternacja to samo wyrażała…
- Kontynuuje - jak się pisze przez „J”,  czy przez „Dż” ?
- Przez „J” - odpowiada Jordano
- A nazwisko przez „P” czy „T” ?
- Przez „T”- Tu-leja
- Jakoś nie wierzę, nie ma Pan dowodu…, adres proszę !
Akurat dojeżdżamy do przystanku „Szkoła” - Jordano chce wysiąść - jest około pięć minut przed godziną  8:00
- Tu Pan nie wysiądzie!  
 Pomyślałam; że była to złośliwość,  ale Pani kontrolerka, po prostu nie zakończyła jeszcze procedury mandatowej.


      Następny przystanek - jest mój, wysiadam. Obracam się, a razem ze mną     wysiada Jordano, kieruję się pośpiesznie w powrotnym kierunku -  ja idę w przeciwnym.  Odpalam ostatniego papierosa przed biurową robotą, spoglądam na poranny pejzaż;   stopniowo budzącego się nieba w otulającej go powłoce dymu, tlącego się z wystających nad dachami kominków …
      

   Myślę sobie;  a, tak się miło zaczęło - szkoda, że Jordano nie kupił biletu. Na pewno dalszy ciąg dnia będzie przerąbany. Zanim dojdzie do szkoły, dostanie na starcie reprymendę od nauczyciela za spóźnienie się na pierwszą lekcję. Na kolejnych następnych będzie myślał;  jak przyznać się rodzicom, że dostał mandat -  na pewno nie mały, a może nie! Może nie ma na imię Jordano… Natomiast Pani  kontrolerka nie musiałaby odgrywać swojej niesympatycznej roli- której pewnie w tej robocie nie lubi.  Jordano nie dojechał dziś do szkoły, bo nie miał biletu za dwa złote i czterdzieści groszy - a może mniej. Za taką cenę można sobie zepsuć dobrze zaczynający się dzień życia, oraz niechcący innym. A, gdyby był tym ostatnim… czy wart jest jeden dzień tej zawrotnej ceny?...

P.S. Z okazji  Nowego Roku 2018 , pragnę życzyć wszystkim moim czytelnikom każdego pięknego dnia, aby był cenny i dobrze się zaczynał, a jeszcze lepiej kończył !


  Dziękuję moim czytelnikom za dotychczasowe odsłonięcia i cenne komentarze dla : Artes Liberales, czyli umiejętności godne człowieka wolnego; redagowany przez autorkę pod pseudonimem DPaczowska

Z dumą i wdzięcznością dzielę się z Państwem rankingiem 
rocznej statystyki  (od 10.11.2016 r.):



  •    Polska 579 odsłon
  •    Niemcy 114
  •     Stany Zjednoczone  68
  •       Hiszpania 57
  •      Irlandia 48
  •     Wielka Brytania 40
  •      Portugalia 21
  •      Indie 20
  •       Austria 16
  •     Holandia 11 
  •    Kambodża 1  

Cieszę się tym faktem, że moje przemyślenia i prezentacje trafiają do tak szerokiego grona odbiorców nie tylko w Polsce, którzy stale są zainteresowani. Wasza aktywność dodaje mi chęci do kontynuacji  tego trudu (: Zachęcam też do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami  w komentarzach .


DZIĘKUJĘ ! 

SERDECZNIE POZDRAWIAM !
                                             
DPaczowska


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Łaska Państwa na pstrym koniu jeździ

    Rzecz o naszej polityce socjalnej  J. Piłsudski (Fabryka Memów)  Z racji, iż jestem już osobą, która miała to szczęście po wieloletnich ambicjach i marzeniach zawodowych, wylądować w próżni egzystencjalnej, chcę poruszyć bardzo dotkliwy problem. Nie będzie od dotyczył wyłącznie moich roszczeń, co do kwestii wparcia socjalnego osób wykluczonych społecznie. Motywacją do niniejszego artykułu jest sytuacja dwóch znanych mi osób, które przeszły trudną drogę w grupie leczenia nabytych społecznie bólów egzystencjalnych- delikatnie mówiąc.   Najpierw jednak zacznę od paradoksu, który bije po oczach. Obywatel długotrwale bezrobotny  Obok osób nałogowo na coś chorych, do takiej grupy należą też świeżo upieczeni magistrowie i doktoranci przeróżnych kierunków, zwłaszcza nauk humanistycznych. Jeśli w końcu znajdą dla siebie staż z urzędu, do którego są kolejki jak na bazarze, to dostają swoją życiową szanse pracy przez pół ...

Kącik Teologa - Zagadnienia teologiczno - dogmatyczne w pismach Księdza Michała Potaczały 1.1.1. Chwała Boża

Witraż i fresk (fot. DPaczowska)  W poprzednim artykule, przybliżone zostały  zagadnienia  dotyczące relacji, jaka zachodzi między Bogiem i człowiekiem,  włącznie  z  problem   błędu  mentalnego i wypatrzenia tejże relacji na rzecz skrajności tj." maszynki do przebaczania"albo "karcącej ręki". Drugim punktem rozważań były zagadnienia aksjologiczne w postrzeganiu Boga i nas samych   zob.  1.1 Pojęcie Dobra  Kolejnym etapem rozważań jest Chwała Boża, która ma rożne wymiary.

Polska patriotów dwóch wojen i wspólnych polowań. Ks. Jerzy Igancy Lubomirski i jego zacni goście.

Grupa myśliwych w lasach książęcych przed 1914 r. Książę Jerzy Ignacy stojący pierwszy z prawej.          W ramach kontynuacji do ciekawych dziejów polskiej arystokracji czasów wojny, chcę dołączyć kilka wątków, które pozwolą niektórym wyciągnąć pewne wnioski, może odmienne niż pozostawione w niechlubnej tradycji i kultury po II wojnie światowej.         We wcześniejszym artykule przywoływałam działania patriotyczne i społeczne rodziny Lubomirskich w czasie II wojny św. Teraz nieco cofnę się w czasie do lat przed  rokiem 1918. Bowiem główny bohater i gospodarz, jest reprezentantem polskiego pokolenia rodowego przełomu dwóch ciężkich dla nas wojen. Ks. Jerzy Ignacy Lubomirski herbu Szreniawa bez krzyża, urodził się  w 30 lipca 1882 roku w Bakończycach koło Przemyśla, jako syn ks. Hieronima Adama . Posiadał tylko jedną siostrę ks. Karolinę (1878-1940).  Księżniczka Karolina Lubomirska na krótko...