| Światło witrażu (fot. DPaczowska ) |
W pierwszej i drugiej części modlitwy "Ojcze, któryś jest w niebie" pochylaliśmy się nad modlitwą ks. Michała ukierunkowana na przymioty Boga i Jego świętość oraz drogę uświęcenia człowieka nie tylko przez religijną relację z Nim jako taką, ale przede wszystkim poprzez wcielanie cnót: miłości, dobra i piękna w nasze życie.
Cześć III i IV omawianej modlitwy „Ojcze nasz”, nawiązuje do wołania
„Przyjdź Królestwo Twoje”. Najpierw
ukazane są wszystkie biedy człowieka, jego trudy i cierpienia, znój pracy,
niesprawiedliwość ludzka. Dostrzec możemy tutaj implikacje cierpień ludzkich
spowodowanych wojną, wobec których pojawia się pytanie o istnienie Boga
sprawiedliwego:
Od targu do targu wlokła się moja dola marna…
W gliniastych
polach kopałem kanały…
Życiem moim były taczki i szumiące żarna…
Krew ze mnie
wypijały słońce i komary.
Ręce moje kamień kruszyły, dźwigały pałace…
Łańcuch
na mych rękach brzękiem za mnie płacze,
Bo łzy mi już dawno wyschły…
Nie
znałem nad sobą innego boga nad baty z rzemienia,
Wyzbyty człowieczeństwa, siebie i imienia
Cierpiałem jak Tantal. On zbrodniarz. Jam bez winy…
Pytałem w nocnych chwilach wytchnienia:
Gdzie Bóg sprawiedliwy…
I podniosłem do gwiazd wyblakłe źrenice swoje
Szepcząc cicho: Przyjdź Królestwo Twoje…[1]
W obliczu cierpienia doznajemy poczucia
nieobecności Boga, a Jego Królestwo zdaje się być jedynie jakąś utopią rajską,
osadzoną gdzieś poza ziemią, niedostępną. Doświadczamy ciągle, że nasz świat
daleki jest od tego upragnionego, że nie zawsze zwycięża dobroć i miłość.
W następnym akapicie Ks. Michał nawiązuje do dramatu Jezusa, który pomimo
„posłannictwa miłości” został odrzucony, dotknięty niesprawiedliwością,
zmiażdżony cierpieniem.
I przyszedł Bóg na ziemię, a swoi do dziś go nie poznali…
Jak mnie nędzarza, tak i Jego, krzywdząc, krzyżowali.
Przyszedł i mówi: że mamy równe do szczęścia prawo
Z tym, kto nas krzywdzi, dręczy, poniewiera…
I nauczył mnie jak się niebo na ziemi otwiera:
Chciej, by Bóg- Miłość-
Słowo czynu ciałem się stało.
I dał mi przykład, dzieląc swe serce wśród ludzi
Ze
słowami : Tak czyń, a Bóg dobry łaską Cię obudzi
Do szczęścia na ziemi i w niebie. [2]
W zwrotce tej autor pragnie
zwrócić uwagę, iż odrzucenie Boga trwa „do dziś”, zaś los krzywdzonego
„grzesznika” splata się z losem Tego, który „nie znał grzechu”. Wszedł w nasze
marne życie, aby wzywać człowieka do wzajemnej służby miłości, która jest drogą
do szczęścia. „Chciej by Bóg- Miłość- Słowo czynu ciałem się stało” Jest to
swoiste wezwanie, by człowiek wcielał w życie miłość na wzór samego Boga, który
jest wspólnotą Osób. Najprawdopodobniej autor świadomie posługuje się triadą
Bóg- Miłość- Słowo, aby wskazać na Trójce Świętą. A to udzielnie się ma tutaj podwójny wymiar;
osobowy i dynamiczny, to znaczy Bóg daje Siebie w osobowym życiu, ale również
udziela swej łaski w swym działaniu, które jest czynną miłością. Objawienie
Ojca dokonuje się we wcieleniu Słowa i jest czynną Miłością przez którą wola
Boga realizuje się w Słowie, które staje
się ciałem. Jeden z wybitnych teologów Karl Rahner, pisząc
o tajemnicy wcielenia, również wskazuje na trynitarny aspekt udzielania się Boga . Chodzi tutaj o „trynitarność
samoudzielania się Boga , którą rozumiemy jako
trynitarność Boga samego w sobie. Możemy wtedy powiedzieć, że wiekuisty,
nieogarniony, nie mający początku Bóg, nazywany „Ojcem”, wypowiada sam Siebie w
historii, subsystując w tej sytuacji jako odwieczny Logos; że ten Bóg może od
wieków jako Duch Miłości obdarzać Sobą stworzenie, sięgając najbardziej
wewnętrznej głębi jego stworzonej egzystencji, i w tej sytuacji, w której
subsystuje odwiecznie, nazywany jest Duchem.” [3] Następnie
Rahner , odwołując się do teologii Trójcy, przypominanej na Soborze
Florenckim w XV wieku, wskazuje, że zobowiązuje nas ona do wyznania i obrony
prawdy „że Bóg -sam -w Sobie daje nam samego Siebie ze swą chwałą, że On sam
stanowi centrum naszej egzystencji i jest naszą przyszłością absolutną- On sam,
a nie zastępujący Go dar stworzony, z konieczności więc tymczasowy w swojej
skończoności- i że Bóg dał nam tak Siebie historycznie w Jezusie z Nazaretu w
sposób nieodwołalny.”[4] Zastanówmy się, czym byłoby Słowo,
gdyby nie zostało wcielone ? Z pewnością
byłoby u Boga, ale pozostałoby nie
weryfikowalne w naszym ziemskim życiu,
nieogarnione i niepoznane i niewidzialne dla człowieka. Boże obietnice byłyby wtedy gołosłowne, tj.,
nie mające pokrycia i wypełnienia. Dzięki posłannictwu Chrystusa Bóg w swym
osobowym byciu stał się realną obecnością w konkretnym wymiarze i czasie . Ci,
którym było dane żyć w czasie przyjścia Chrystusa, nie tylko mogą wypowiedzieć
imię Boga, ale również Go dotknąć, spotkać „twarzą w twarz”. Bóg niewidzialny
staje się widzialny w swoim Synu; „Kto mnie widzi, widzi też Ojca” ( J 10, 45 ).
„Ja i Ojciec Jedno jesteśmy”(J 10,30). Zaś
objawienie Syna jest również objawieniem woli Ojca, który swego Syna „poświęcił
i posłał na świat” (Por. J 10, 36).
Dobroć Boga Ojca objawia się w posłannictwie Syna, Dobrego Pasterza,
który pełni dzieła Ojca, daje o Nim świadectwo i w końcu
„oddaje swe życie za owce” (J 10, 11 n.), okazując najwyższą miłość
poprzez dobrowolną , odkupieńczą ofiarę życia.
Parafrazując słowa modlitwy „Ojcze nasz”, zawarte w
dotychczas cytowanym akapicie, możemy
powiedzieć; że gdy wcielamy w nasze
życie przykazanie miłości oraz posłannictwo dobroci na wzór Chrystusa, przyczyniamy
się do realizacji Królestwa Bożego na ziemi. Dzięki wierności tym wartościom, przy wspomagającej
łasce Boga, jakby z otchłani śmierci i cierpienia, budzeni jesteśmy do życia,
szczęścia na ziemi i w niebie.
W dalszych wersetach autor dopowiada, iż
prawem Królestwa Bożego jest prawo miłości.
Zrozumiałem: Miłość stanowi prawo, rząd i tego królestwa
granice.
I to pojąłem, że ofiarna miłość wyjaśnia cierpień tajemnice,
Które
na ziemi być muszą, a które miłość w radości zamienia.
Bądźcie więc błogosławione te wszystkie cierpienia
Które
mnie doskonalą; dla drugich stają się chlebem życia i radości.
Przyjdź więc Królestwo - Chryste Twoje- Królestwo miłości,
Choćby się miało znaczyć
śmiercią, krwią i łzami.
Spraw, abyśmy wszyscy mogli być zbawcami.[5]
W powyższej zwrotce dostrzegamy, iż
miłość nie jest jedynie prawem samym w sobie, jej wartość jest znacznie wyższa,
bo jako „ofiarna miłość wyjaśnia cierpień tajemnice”. W istocie swej cierpienie
jest złem, czymś bezsensownym, jednak w perspektywie miłości może zyskać na
znaczeniu poprzez kategorie poświęcenia, czy ofiary. Doskonale tę rzeczywistość,
wyraża Księga Izajasza w metaforze
„rodzenia”: „Jak brzemienna, bliska chwili rodzenia wije się, krzyczy w bólach porodu, takimi myśmy się stali przed Tobą, o
Panie! (Iz 26, 17 ). Ostatni
wers modlitwy: „Spraw, abyśmy wszyscy mogli być zbawcami” jest oryginalną myślą
Ks. Michała Potaczały, która pojawia się w wielu jego tekstach. Jest on
wezwaniem do partycypacji w dziele zbawczym Chrystusa. Zagadnienie to, zostanie
szerzej omówione w niniejszej pracy, w III rozdziale w nurcie zagadnień soteriologiczno- eschatologicznych.
Kto nie przeżywał ogromu fal morskich, bijących o skały,
Kto nie sterczał sam żywy na bezkresie pustyni wśród wichury z piasku,
Kto
się nie czuł na szczytach bloków górskich aż tak bardzo mały,
Że zrozumiał, co znaczy być trawką na rosistym brzasku,
I komu blada śmierć w końcu nie zaglądała łzawo w oczy.
Ten nie pojmuje potęgi Twojej i mocy
Żelaznej,
którą światem władasz..
I to jest pewne, że zrozumieć może tylko wielki wielkiego.
Kto
nie walczył ze sobą aż do wyłupienia oka, ocięcia złej ręki,
Ten nie odda, co Bogu boskie, a ludziom ludzkiego.
Ten
zawsze będzie cierpiał jako Syzyf męki I nigdy nie dopnie swego.
Jedynie Ty, Boże, jesteś każdego ideału najdoskonalszym wykończeniem.[1]
Doświadczenie
kruchości życia w perspektywie
nieuchronnej śmierci, zwraca nasze oczy ku Bogu Władcy Świata, Pana życia i
śmierci. To doświadczenie uczy nas
pokory wobec Boga. Warto zwrócić tu uwagę, że w zwykłej naszej codzienności, w
biegu życia nie zastanawiamy się nad prawdą o nas samych. Perspektywa śmierci
jest odległa, a człowiek coraz bardziej wydaje się być panem samego siebie.
Dopiero trudne doświadczenia; zagrożenie życia, bezsilność wobec cierpienia,
kieruje nasze oczy w stronę Boga. Uświadamiamy sobie, że jednym tchnieniem ust
swoich Bóg może dać nam życie i jednym tchnieniem może je odebrać. Autor przywołuje tutaj w sposób metaforyczny,
ewangeliczne wezwanie do walki z grzechem. Człowiek, który nie podejmuje tego
trudu, może zejść z drogi
sprawiedliwości, czyli „oddania tego, co się komu należy” zasada jest
zobowiązaniem nie tylko wobec Boga, ale również wobec człowieka. Jeśli sprawiedliwy zejdzie ze swej drogi[2], to nie osiągnie życiowego celu podobnie „jak
Syzyf” swej góry, którą tutaj (w domyśle) jest „góra świętości”. Pełnią zaś tej
ludzkiej wędrówki jest sam Bóg i jest On jej celem ostatecznym. Zgodnie z
wezwaniem Boga „ Bądźcie świętymi,
ponieważ Ja jestem święty” (Kpł 11,
44-45 , 1P 11, 15 n.). To wezwanie, określa ogólną własność
natury Bożej, czyli Jego doskonałość. [3]
[s.17-23]
[cdn. część 4 kont. cz. pochwalna Boga]
[1] M3,
s.3, akapit:1, w. 1-12.
[2] Por.
„droga sprawiedliwego” Ps 37, „nie ma sprawiedliwego” Rz 3, 9n., oraz „
sprawiedliwość Boża w Chrystusie”. Warto tu rozwinąć, iż Chrystus jest pełnią
sprawiedliwości, a Jego sprawiedliwość wykracza poza tzw. „prawo litery”, gdyż
jest przykazaniem miłości. Por. Rz 3, 21- 31.
[3] O doskonałości Bożej: SZCZUREK
J.D., Trójjedyny, s. 232.
Komentarze
Prześlij komentarz