![]() |
| Z plakatu filmowego ( źródło: Filmweb)
W zgodzie z moim
ostatnim artykułem satyrycznym dotyczącym sztuki filmowej zob.art. chcę się
podzielić właśnie tym ambitniejszym wyborem dzieła filmowego niż, to co nam obecnie
oferuje filmówka polska . Jeśli nie chcesz uprawiać filmowego męczeństwa, a
podczas seansu filmu przeżyć coś na serio, coś niepowtarzalnego i lubisz być
zaskoczony jakąś bogatą puentą w fabule, to thriller psychologiczny z Sandrą
Bullock i Julian-em McMahon-em - idealny.
Scenariusz
Autorem nietuzinkowego
scenariusza jest Bill Kelly. Zaś reżyserem, pochodzący z Monachium Mennan Yapo. Zawsze ubolewam, iż scenarzyści są jakoś
w tyle za reżyserem, w końcu to oni dają
grunt dla reżysera, choć realizacja zazwyczaj jest już wspólnym wysiłkiem obu. Co najbardziej
pociąga, to fabuła zdarzeń między kolejnymi przebudzeniami w ciągu siedmiu dni.
Pewnego dnia dzień głównej bohaterki zaczyna się jak zawsze, ale wszystko
zmienia, gdy do drzwi dzwoni policjant z wiadomością o śmiertelnym wypadku
męża. Następne momenty i przeżycia bohaterki wydają się nam jakby zaburzeniem
psychicznym, snem, albo powtarzającym się dejavu. Scenariusz zawiera wiele mocnych elementów emocjonalnych,
w których wiele to te, które znamy z życia, jak strata, lęk, wyparcie, bunt,
walka o coś, której nie rozumie otocznie. Tutaj wyjątkiem jest właśnie
przeczucie, jakby prorocze przeżycie poprzez które bohaterka chce niejako
oszukać przeznaczenie, uratować swojego męża i nie tylko. Pomimo dramatycznych doznań, momentami
psychicznie nie do wytrzymania, znajdujemy w filmie konstruktywny motyw, że
każda chwila naszego życia jest cudem. Jest to film, który przeprowadza nas do
innego poziomu wartościowania życia, dla osób które straciły coś cennego,
zwłaszcza bliską osobę jest pewnym drogowskazem, szansą by dostrzec jeszcze
sens zwłaszcza w obliczu nieszczęsnego fatum. Film zdobył Kryształową Statuetkę
- nagrodę Amerykańskiej Publiczności w
2008 roku.
|
Rzecz o naszej polityce socjalnej J. Piłsudski (Fabryka Memów) Z racji, iż jestem już osobą, która miała to szczęście po wieloletnich ambicjach i marzeniach zawodowych, wylądować w próżni egzystencjalnej, chcę poruszyć bardzo dotkliwy problem. Nie będzie od dotyczył wyłącznie moich roszczeń, co do kwestii wparcia socjalnego osób wykluczonych społecznie. Motywacją do niniejszego artykułu jest sytuacja dwóch znanych mi osób, które przeszły trudną drogę w grupie leczenia nabytych społecznie bólów egzystencjalnych- delikatnie mówiąc. Najpierw jednak zacznę od paradoksu, który bije po oczach. Obywatel długotrwale bezrobotny Obok osób nałogowo na coś chorych, do takiej grupy należą też świeżo upieczeni magistrowie i doktoranci przeróżnych kierunków, zwłaszcza nauk humanistycznych. Jeśli w końcu znajdą dla siebie staż z urzędu, do którego są kolejki jak na bazarze, to dostają swoją życiową szanse pracy przez pół ...

Komentarze
Prześlij komentarz